O Żegocie Relacja Poufna Sprzed Pół Wieku
Wczytuję dane...
KOD: 978-83-01-17191-9
Autor: Władysław Bartoszewski
Dostępność: 24 godzin
Koszt wysyłki od: 5.90 PLN
Wydawca: PWN

Wprowadzenie do książki

O Żegocie relacja poufna sprzed pół wieku

   Co bym powiedział, gdyby zwrócił się do mnie mój syn albo człowiek z jeszcze młodszego pokolenia i zapytał, po co w 1963 roku składałem w Izraelu wielogodzinną relację o działalności konspiracyjnej Rady Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj? I po co publikować dziś zapis tamtego wystąpienia, gdy od powstania „Żegoty" minęło już siedemdziesiąt lat? Powiedziałbym tak...
   To prawda, że dziś mamy wiele materiałów o Zagładzie i nawet słabo wykształcony człowiek poprzez popularne przekazy filmowe czy dokumentalne dowiaduje się - mimo woli - o wielu rzeczach. Tego nie można porównać z sytuacją tuż po wojnie, kiedy obolały i dotknięty krwawymi stratami naród żydowski starał się w sensie niemal dosłownym powrócić do życia. To był czas wielkiego fermentu, liczenia strat, przemieszczania się milionów ludzi ze Wschodu na Zachód, a zarazem powrotu z Zachodu na Wschód tysięcy byłych jeńców, więźniów i przymusowych robotników. Jeżeli dodamy jeszcze fakt, że pół Europy kontrolowała Armia Czerwona, dopiero wtedy wyobrazimy sobie położenie psychologiczne i praktyczne, w jakim znalazły się wówczas tysiące Żydów i miliony Polaków. Kto by interesował się czymś' więcej niż losem własnym i swoich najbliższych?
   A jednak prężność, wrodzona przez wieki życia w diasporze, spowodowała, że już w 1945 roku zaczęły w Polsce powstawać żydowskie komisje historyczne, przede wszystkim w niezniszczonych Łodzi i Krakowie. Ich działalność przyniosła godne uwagi prace takich badaczy jak Michał Borwicz*, Józef Kermisz czy Nachman Blumental. Pojawiły się też pierwsze próby nie tylko opisania Holokaustu, ale też uchwycenia jego szerszego kontekstu — część archiwów niemieckich wpadła w ręce sprzymierzonych, sporą dokumentację przyniosły procesy w    Norymberdze czy inne śledztwa dotyczące niemieckich zbrodniarzy. Do tych cennych dokumentów zaliczamy np. raport Jiirgena Stroopa z likwidacji warszawskiego getta czy zeznania komendanta Auschwitz Rudolfa Hossa.
     Po wojnie znalazło się w Polsce około ćwierć miliona Żydów - ocalonych z Zagłady i tych, którzy wrócili przede wszystkim ze Związku Sowieckiego. Skupili się w Łodzi, na Dolnym Śląsku, na Pomorzu Zachodnim, szczątkowo w Krakowie czy Radomiu. Z reguły nie znajdowali już żadnych śladów swego przedwojennego świata i życia. Z czasem nasiliła się emigracja — legalna, półlegalna i nielegalna. Wyjeżdżali również członkowie żydowskich komisji historycznych: Borwicz do Francji, Kermisz i Blumental do Izraela, gdzie wyjechał też Hersz Wasser, sekretarz Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego, czyli archiwum Ringelbluma, który zaraz po wojnie pomagał odnaleźć ukryte dokumenty. Mówiąc krótko — sytuacja nie sprzyjała badaniom historycznym na szeroką skalę.
    Należałem jednak do tych, którzy takie badania uważali za swój moralny obowiązek. Skoro ocalałem, a tylu innych - znajomych i nieznajomych, Polaków i Żydów - zginęło, powinienem dać świadectwo prawdzie. Zwłaszcza że sporo wiedziałem o wielu wydarzeniach i konspiracyjnych działaniach, bo sam w nich uczestniczyłem. Oczywiście możliwości dawania świadectwa prawdzie w ustroju komunistycznym, i to ze strony człowieka, który miał nie po drodze z reżimem, należały do skrajnie ograniczonych. Tak się jednak złożyło, że byłem może jedynym z dawnych członków Rady Pomocy Żydom, który po wojnie został dziennikarzem. Tym samym miałem nieco większe szansę upowszechniania przepuszczanych przez cenzurę cząstek wiedzy. Poza tym już w 1945 roku społecznie współpracowałem z warszawską     Okręgową Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, którą po powstaniu NRD przemianowano z przyczyn politycznych na Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich. Komisją stołeczną kierował przedwojenny historyk, dr Stanisław Płoski, były uczestnik konspiracji socjalistycznej i żołnierz AK, który powrócił z oflagu. Znaliśmy się z podziemia, więc mimo młodego wieku i faktu, że nie byłem historykiem ani prawnikiem, ale po prostu ambitnym dziennikarzem - zaufał mi.
     Tak oto znalazłem się w gronie wolontariuszy i współpracowników, którzy dla Komisji pracowali bez wynagrodzenia. Wziąłem udział w pierwszych ekshumacjach wokół Warszawy, między innymi w Palmirach. Zacząłem też o wojnie i okupacji pisać. Moja pierwsza publikacja naukowa ukazała się w 1946 roku w „Biuletynie Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce", a poświęcona była egzekucjom publicznym w stolicy w latach 1943-1944.

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    Władysław Bartoszewski

  • Liczba stron: 

    222

  • Wymiary: 

    165x238

  • Oprawa: 

    Twarda

  • ISBN: 

    978-83-01-17191-9

  • Rok wydania: 

    2013

Polecamy