Wczytuję dane...
KOD: 978-83-280-0828-1
Autor: Peter Englund
Dostępność: 24 godzin
Koszt wysyłki od: 6.90 PLN
'

Wprowadzenie do książki

Listy ze strefy zerowej

   Być może to prawda, że niemożliwe jest uczestniczenie w czyimś bólu, że można mu się tylko przyglądać z dystansu. W dzisiejszych czasach dzięki mediom coraz częściej możemy oglądać cierpienie, a zarazem coraz rzadziej je dostrzegamy. Nieumiejętność odczuwania współczucia wobec tego, co dzieje się w czyimś otoczeniu, jest bowiem często uwarunkowana tym samym fenomenem, który umożliwia lekceważenie tego, co zdarzyło się w przeszłości. Tym fenomenem jest dystans.
   Przed kilkoma miesiącami wróciłem z dalekiej podróży, rozpakowałem rzeczy, położyłem je na swoim miejscu. Zawsze byłem zdania, że zapachy budzą wspomnienia w sposób, który rzadko dostępny jest słowom i fotografiom. Tak było i tym razem. Z wnętrza plecaka buchnęła we mnie gama zapachów, a wraz z nią pojawił się powiew wspomnień i obrazów, z których niektóre zarysowane były w bardzo ostrych konturach. To, co przeżyłem, odczuwałem znowu fizycznie blisko siebie i w pewien sposób było to tuż obok mnie. Minęło jednak kilka dni. Wietrzenie usunęło z ubrań zapach dymu z kominka, po praniu znikły zasuszone kawałki gliny, a także małe, ciemne plamki jodyny i krwi, które zauważyłem na nogawce spodni. I nagle wszystko to, co widziałem i usłyszałem zaczęło wyłaniać się z oddali w sposób prawie nierzeczywisty; zrozumiałem wtedy, że znowu muszę sięgnąć po słowa i fotografie.
   Nie ma tym nic niezwykłego. Podobne uczucie nawiedzało mnie prawie za każdym razem, kiedy odwiedzałem tzw. „miejsca historyczne”. Pierwszy raz zdarzyło mi się to wtedy, gdy zjawiłem się tam, gdzie dawniej znajdował się obóz koncentracyjny Bergen-Belsen. Wtedy też naszło mnie uczucie czegoś nierzeczywistego: czyżby naprawdę ten pusty i cichy zakątek mógł kiedykolwiek być widownią tych wszystkich okropnych rzeczy, o których czytałem i które oglądałem na czarno-białych filmach? Wydawało się to takie odległe, tak nierzeczywiste.
   Pamięć to - jak wszyscy wiemy - rzecz zawodna. Podlega ona uproszczeniom i skrzywieniom, a dystans czasowy płata nam tu nierzadko figla. Zwłaszcza jeśli ktoś - tak jak ja - wychowywał się w Szwecji w okresie jej największego rozkwitu; uważam, że łatwo jest podnieść swój byt do statusu normy, oddalić od siebie przeszłość i żyć, jakby jej nie było, tej obrzydliwej zagadki XX-ego wieku - a mianowicie jak stulecie pełne obietnic i bogactw mogło stać się najgwałtowniejszym i najbardziej tragicznym stuleciem, jakie zna historia. Ocenia się, że w XX wieku na skutek decyzji podjętych przez jednych ludzi śmierć poniosło 183 miliony innych ludzi; oznacza to, że w tym jednym XX stuleciu pozbawiono życia więcej ludzi niż przez wszystkie pozostałe wieki.
   Nasze próby znalezienia usprawiedliwienia dla tego wszystkiego sprawiają, że obciążamy ofiary pewnym sensem, który często nie istnieje. Być może najbardziej bolesną sprawą w całym tym cierpieniu jest to, że miliony tamtych ludzi poniosło śmierć z powodu czyichś fantazji, za nic; jeśli ich o coś obwiniano, to oskarżenia były z zasady bezpodstawne, tak samo jak fikcyjne były marzenia ich katów. Nie oznacza to jednak, że cierpienia ofiar nie miały sensu - oznacza to tylko tyle, że sens tych cierpień pojawiał się później w formie poglądów, dzięki którym to, co się zdarzyło, nie miało się już powtórzyć.
   Tak jak i przedtem uważam, że życie po jasnej stronie tego stulecia stworzyło nienaturalnie duży dystans do tego, co się wydarzyło. Przez dłuższy czas rzeczywiście uważaliśmy, że tragedie, do jakich doszło w pierwszej połowie XX wieku były czymś przypadkowym i że ich ogrom sprawi, iż trudno je będzie zapomnieć, a ich powtórzenie okaże się niemożliwe. Teraz wiemy już jednak lepiej i więcej. Byliśmy niedawno świadkami zdarzeń, które zmuszają nas do zastanowienia się, czy te dawne tragedie nie były tylko jakimiś czasowymi, zewnętrznymi zakłóceniami; bo może po części mają one te same źródła co nasze namacalne sukcesy? Obserwujemy też ostatnio różne próby podejmowane w celu negacji tego, co się zdarzyło - jest to postępowanie, które może znaleźć swoje logiczne spełnienie w powtórce z historii. Dlatego też rzeczą ważniejszą od innych jest dzisiaj pamięć o tym, co się zdarzyło.
   Niniejszy zbiór esejów jest moim skromnym przyczynkiem do tego zadania. Muszę sam przyznać, że wybór tematów daleki jest od oryginalności, ale mam nadzieję, że ich waga w pewien sposób mnie usprawiedliwia (poza tym uważam, że występujące braki można zrównoważyć faktem, iż eseje te w dużym stopniu opierają się na badaniach, które rozpoczęły się dopiero w ostatnich latach, co spowodowało, że obraz wszystkich tych tragedii jest coraz dokładniejszy, ale i coraz bardziej skomplikowany). Należy też wskazać na to, że chodzi tu o materiał, który mogłem zaprezentować - ze względu na swoją nieznajomość tematu - tylko w formie esejów. Słowo „esej” oznacza, jak wszyscy wiemy, „próbę”, a wszystkie rozdziały tej książki występują w obu znaczeniach tego słowa: są szkicami, które powstały z chęci zrozumienia dziejów.
   Część mojego tekstu to rzeczy napisane od podstaw, inne mają co prawda swoje źródło w tekstach publikowanych przez mnie w ,Jźxpressen”, „Moderna lider” czy popular Historia”, ale dla potrzeb tej książki zostały przeze mnie przerobione. Za okazaną pomoc, wskazówki i krytykę składam podziękowania takim osobom jak Torsten Ekbom, Allan Ellenius, Aleksandr Kan, Lsa Karlsson, Ola Larsmo, Staffan Skott i Elenrik Lgren. Chcę też skierować specjalne słowa podziękowania dla Marii Burlin z wydawnictwa „Atlantis”, za jej prawdziwą harówkę w trakcie wyszukiwania wielu trudnodostępnych fotografii; dla Johana Óberga, który poświęcił mi swój czas w trakcie moich podróży do Moskwy lat 30-stych XX wieku. Jest też rzeczą jak najbardziej na miejscu wymienić w tym kontekście Bjóma Nilssona, który zmarł w poprzednim roku. To właśnie on zaangażował mnie swego czasu do pracy w dziale kultury „Expressen'' a jego zainteresowania były bodźcem dla mojej własnej pasji odkrywczej; jego wsparcie i uznanie utorowały drogę tym tematom, których istotę chciałem poznać.
   Nie będę ukrywał, że nastrój tych esejów jest często mroczny i że stanowią one lekturę, której treść jest miejscami po prostu obrzydliwa. Uważam jednak, że czytelnik może to wytrzymać, przynajmniej ten, którego chęć dowiedzenia się czegoś więcej jest silniejsza niż jego własna potrzeba schlebiania mu w trakcie tych wirtualnych wędrówek - a przecież wielu jest takich, którzy jeśli nie robią tego dobrze, to w każdym razie chętnie. Według mojej oceny to, co w tekście jest odrażające, obroni się dobrze. Dystans wobec zdarzeń, które rozegrały się w przeszłości, powstaje bowiem nie tylko na skutek tego, że czas upływa, a wraz z nim starzejemy się i my. Czasami także nasza wiedza.....
  Weźmy dla przykładu wymienioną tu liczbę 183 milionów zabitych. Trudność w ocenie takich faktów polega na tym, że wbrew swej widocznej dokładności są to liczby abstrakcyjne. Parafrazując tutaj Arthura Koestlera mógłbym powiedzieć, że liczba 183 milionów brzmi dla mnie sensownie: można ją przetłumaczyć na wiele różnych miejsc, przedmiotów albo twarzy. Sama cyfra 183 milionów to tylko pusty dźwięk. A kiedy stajemy w obliczu cierpień przeszłości, to często dzieje się tak właśnie w postaci owych dźwięczących abstrakcji. W przeciętnym podręczniku do historii unicestwienie jakiegoś narodu odbywa się na połowie strony, a jakiś inny naród traci swą pozycję. Natomiast dziury, jakie powstają, kiedy za sprawą naszej świadomości abstrakcje upadają, próbujemy bezskutecznie wypełnić przymiotnikami: „niemiły”, „ohydny”, „barbarzyński” itp. Problem polega jednak na tym, że im więcej czasu upływa i im większy tworzy się dystans, tym bardziej nasza wiedza wzbogaca się o takie przymiotniki. Przeładowane treścią słowa zaznaczają, że tamte straszne rzeczy były co prawda przerażające, ale stopniowo tego typu słowa zastępują właściwą wiedzę.

'

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    Peter Englund

  • Tytuł oryginału: 

    Brev från nollpunkten

  • Liczba stron: 

    264

  • Wymiary: 

    145x205

  • Oprawa: 

    Miękka

  • ISBN: 

    978-83-280-0828-1

  • Tłumacz: 

    Wojciech Łygaś

  • Rok wydania: 

    2013

Polecamy