Sprawiedliwość w Dachau
Wczytuję dane...
KOD: 978-83-7799-787-1
Autor: Joshua M. Greene
Koszt wysyłki od: 6.90 PLN
Wydawca: Świat Książki

Wprowadzenie do książki

Sprawiedliwość w Dachau Opowieść o procesach nazistów

   Pudła w piwnicy Williama Densona były pokryte kurzem. Część przewróciła się podczas powodzi kilka lat temu, rozsypując swoją zawartość na szarą cementową podłogę. Te, które uniknęły zniszczenia, stały na uginających się pod ich ciężarem drewnianych półkach. Huschi, wdowa po Densonie, odczekała rok po jego śmierci, zanim zdobyła się na to, by odwiedzić piwniczną samotnię zmarłego męża.
    W pudłach znajdowały się dokumenty sprzed pół wieku. Część była nienaruszona. Inne rozsypywały się w palcach, kiedy Huschi ich dotykała. Potrzeba było długich tygodni porządkowania, zanim uświadomiła sobie znaczenie tego, co znalazła: tysiące stron stenogramów z procesów, kilometry mikrofilmów, stosy fotografii i wycinków z gazet, insygnia w kształcie trupiej główki, grube paczki listów oficerów SS i ofiar hitlerowskiego koszmaru, odręczne notatki i podsumowania – łącznie ponad trzydzieści tysięcy kartek i artefaktów z jednej z najbardziej znaczących, a mimo to najmniej znanych serii procesów o zbrodnie wojenne w historii.
   Papierowe teczki i przewiązane sznurkiem skoroszyty z wycinkami opowiadają historię procesów, w których podwładni Hitlera z obozów koncentracyjnych w Dachau, Mauthausen, Flossenbürgu i Buchenwaldzie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Procesy, które prowadził Denson, wówczas trzydziestodwuletni, pokazały, kim byli naprawdę administratorzy obozów koncentracyjnych: mordercami, oprawcami i handlarzami ludzką skórą. Co ważniejsze, procesy potwierdziły, że cywilizacja jest oparta na uniwersalnych normach zachowania ludzkiego – normach niezależnych od prawnych czy militarnych priorytetów danego narodu i stojących ponad nimi.
   Zanim w sierpniu 1948 roku procesy dobiegły końca, William Denson osądził więcej nazistów niż jakikolwiek inny prawnik w całym okresie powojennym: 177 strażników i funkcjonariuszy. Wszyscy zostali uznani za winnych. Dziewięćdziesięciu siedmiu skazano na śmierć, pięćdziesięciu czterech na dożywotnie więzienie, resztę na ciężkie roboty. Procesy omal nie zakończyły również życia i kariery głównego prokuratora Williama Densona.
    Mieszkaliśmy mniej więcej w tej samej okolicy – jego kancelaria znajdowała się zaledwie dziesięć minut drogi od mojego domu – ale nigdy nie miałem przyjemności poznać tego niezwykłego człowieka. W wywiadach nagranych na wideo przez Fundację Shoah, Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i inne instytucje Denson został przedstawiony w sposób, w jaki opisali go członkowie rodziny i przyjaciele: bardzo inteligentny, dobrze wychowany, uprzejmy. Miał prawie metr osiemdziesiąt wzrostu, był szczupły i nawet w podeszłym wieku zachował chłopięce rysy. Kiedy mówił, słowa płynęły gładko i powoli, niczym strumienie, w których jako chłopiec łowił ryby w Alabamie. W jego historii najbardziej uderzający jest kontrast między humanitaryzmem człowieka a nieludzkością świata, w którym się znalazł. Armia Stanów     Zjednoczonych wysłała go do Niemiec, aby ścigał wynaturzenia tak okrutne i ogromne, że nigdy nie sformułowano praw, które by je definiowały. Nie istniał żaden słownik na opisanie tego, co hitlerowscy funkcjonariusze i strażnicy oczekujący na proces w Dachau zrobili swoim ofiarom. Denson był prowincjonalnym prawnikiem wyznaczonym do ścigania zbrodni wojennych, z jakimi nie miały dotąd do czynienia żadne sądy cywilizowanych narodów.
    Przez dwadzieścia jeden miesięcy Denson pracował w cieniu opisywanych na pierwszych stronach gazet procesów, toczących się sto kilometrów dalej na północ, w Norymberdze, gdzie Międzynarodowy Trybunał Wojskowy sądził kilkunastu najwyższych nazistowskich dygnitarzy. Scenerią tego procesu był majestatyczny Pałac Sprawiedliwości, a uczestniczyło w nim dwustu przedstawicieli międzynarodowej prasy. Natomiast Denson wykonywał swoją pracę w niemal całkowitym zapomnieniu, w małej sali sądowej, gdzie wstawiono zwyczajne biurowe stoły i składane krzesła. A mimo to coś znacznie ważniejszego niż rozgłos i pompa odróżniało procesy w Dachau od procesów norymberskich. W Norymberdze oskarżonymi byli twórcy nazistowskiej polityki: przywódcy, którzy kreślili i popierali plany wojenne Hitlera, jak również jego „ostateczne rozwiązanie”, systematyczną eksterminację europejskich Żydów.
     Najbliżsi współpracownicy Hitlera nigdy jednak nie brali broni do ręki. To w Dachau, sto kilometrów dalej na południe, na terenie dawnego obozu koncentracyjnego, sądzono ludzi za to, że osobiście dopuszczali się okrucieństw i morderstw, kierując się nie względami polityki rządowej, lecz własną pogardą dla ludzkiego życia.
   Zadanie Densona polegało na tym, aby dowieść, że oskarżeni w Dachau byli osobiście odpowiedzialni za okrucieństwa popełnione wobec innych istot ludzkich. Musiał obalić argumenty komendanta obozu w Buchenwaldzie, Hermanna Pistera, że egzekucje radzieckich jeńców wojennych zostały dokonane na prawnie uzasadnione „rozkazy przełożonych”. Musiał odeprzeć twierdzenia doktora Klausa Karla Schillinga, że zbrodnicze eksperymenty w Mauthausen w celu znalezienia lekarstwa na malarię były prowadzone „w interesie ludzkości”.    Musiał ujawnić, kim była naprawdę Ilse Koch: nie posłuszną żoną komendanta obozu, lecz zwyrodniałą sadystką, która kolekcjonowała ludzkie skóry i kazała zabijać więźniów za to, że ośmielili się na nią spojrzeć. Armia Stanów Zjednoczonych umieściła Densona w samym środku tych potworności i poleciła mu uzyskać wyroki skazujące – i zrobić to szybko.
    Młody prawnik, który po raz pierwszy znalazł się z dala od Ameryki, musiał zmierzyć się z groźnymi przeciwnościami. Wielkim niepokojem przejmował go zarzut, że wyroki skazujące, jakie uda mu się uzyskać, nie będą niczym więcej, jak „sprawiedliwością zwycięzców”. Termin ten obejmował również zarządzone przez sądy egzekucje, wynikające raczej z zemsty niż z toku postępowania dowodowego, co ciążyło złowieszczo nad procesami w Dachau, grożąc podważeniem nie tylko prawomocności werdyktów, lecz również wiarygodności tych, którzy, tak jak on sam, pragnęli bronić uczciwości i skuteczności prawa międzynarodowego. Na wojnie, brzmiał zarzut, zwycięzcy zawsze mają rację, a pokonani zawsze są winni zbrodni, za które muszą zapłacić. Wielu tych, którzy rozumieli głębię tragedii Holocaustu, uważało, że stracenie hitlerowskich oprawców bez procesu jest jak najbardziej zasłużoną karą. Po co przydawać godności nazistowskim mordercom, stawiając ich przed sądem? Zamordowanie sześciu milionów Żydów i milionów innych ofiar wymagało szybszej, bardziej skutecznej reakcji. Udowadnianie w sali sądowej tego, co w sposób oczywisty zostało dokonane, nie będzie służyło sprawiedliwości, lecz przekształci się w jej parodię. Postawienie nazistów przed sądem, dowodziły te głosy, pociągnie również za sobą ryzyko uniknięcia przez wielu z nich kary.
    Z takim podejściem Denson się nie zgadzał i zadał sobie dużo trudu, przygotowując się do procesów zgodnie z uznanymi normami prawa, przez co zyskał równie wielu wrogów jak wielbicieli. Procesy, które miały się zakończyć szybko, przeciągały się, ponieważ on i jego zespół śledczych przesłuchiwali setki potencjalnych oskarżonych i świadków. Co miało, jak się spodziewał prokurator wojskowy, potrwać dwa miesiące, zajęło prawie dwa lata. Praca się komplikowała, ponieważ oskarżeni twierdzili, że zostali zmuszeni do podpisania zeznań – ten zarzut stawiany był na procesach od początku do końca i doprowadził do dochodzenia, które tylko częściowo oczyściło amerykańskich śledczych.
    Poświęcenie, z jakim Denson zaangażował się w swoją pracę, odbiło się na jego życiu osobistym, a także zawodowym. Pierwsza żona, należąca do eleganckiego nowojorskiego towarzystwa, która nigdy nie przystosowała się do roli gospodyni domowej, zostawiła go w samym środku procesów. Zapadł na zdrowiu, ponieważ ciągłe opisy hitlerowskich okrucieństw pozbawiły go apetytu i wycieńczyły jego organizm. Do końca trzeciego procesu stracił na wadze prawie dwadzieścia pięć kilogramów, ręce mu drżały i przeżył załamanie nerwowe.     Po niespełna dwóch tygodniach odpoczynku jednak nabrał dość sił, by poprowadzić czwarty i ostatni proces strażników i oficerów z obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie.
     Denson uzyskał sto procent wyroków skazujących, ale sława i sukces, które mogłyby być dla niego nagrodą, nigdy nie przyszły. Od początku zimnej wojny amerykańskie priorytety zmieniły się z karania Niemców w zdobywanie niemieckiego poparcia w walce ze Związkiem Radzieckim, a wyroki nazistów uznanych za winnych w Dachau jeden po drugim albo łagodzono, albo całkowicie uchylano. Wśród tych, którzy dostąpili łaski, znalazła się Ilse Koch, piękna, zwyrodniała kobieta, nazywana Wiedźmą z Buchenwaldu. Potajemne zmniejszenie jej wyroku do zaledwie czterech lat zostało ujawnione przez prasę i publicznie potępione jako skandaliczne naruszenie zasad sprawiedliwości.
    Początkowo Denson zaciekle sprzeciwiał się tej tendencji i otwarcie zgłaszał swoje zastrzeżenia co do tego, jak różne wojskowe komisje rewizyjne oceniają jego pracę. Kiedy nawet senacka podkomisja wspierająca jego sprawę nie zdołała uzyskać zmiany decyzji, dał za wygraną, rzucił wszystko i nie wypowiadał się na temat Dachau przez prawie pół stulecia.
     Ludobójstwo jednak się nie skończyło, a milczenie w sprawie procesów z Dachau ciążyło Densonowi na sumieniu. Początkowo niechętnie, nakłaniany przez przyjaciół i z rosnącym poczuciem celu, zaczął mówić o swoich doświadczeniach. Przez następne pięćdziesiąt lat odgrzebywał dokumenty na strychach i w archiwach w całym kraju – ta działalność doprowadziła do powstania zasobu w piwnicy, który Huschi Denson pokazała mi rok po śmierci męża.
    Denson zmarł w 1998 roku w wieku osiemdziesięciu sześciu lat. Jego ostatnim życzeniem było, aby historia procesów w Dachau została opowiedziana – nie dla jego wywyższenia, ale jako lekcja dla przyszłych pokoleń, że nikt nie jest genetycznie pozbawiony skłonności do nieludzkiego zachowania i że nadzieją na uniknięcie takiej tragedii w przyszłości jest wytrwała obrona praw człowieka.

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    Joshua M. Greene

  • Tytuł oryginału: 

    Justice at Dachau: The Trials of an American Prosecutor

  • Liczba stron: 

    430

  • Wymiary: 

    145x205

  • Oprawa: 

    Twarda

  • ISBN: 

    978-83-7799-787-1

  • Tłumacz: 

    Maciej Antosiewicz

  • Rok wydania: 

    2012

Polecamy