Rozdarty Naród
Wczytuję dane...
KOD: 978-83-60532-28-7
Autor: George F. Cholewczynski
Koszt wysyłki od: 5.90 PLN
Wydawca: AMF Plus Group

Wprowadzenie do książki

Rozdarty naród Polska brygada spadochronowa w bitwie pod Arnhem

    Urodziłem się jako Amerykanin sześć lat po zakończeniu II wojny światowej, lecz językiem używanym przy naszym stole był polski. W przemysłowym północnym New Jersey nie brakowało ludzi, którzy mówili po polsku. Wielu z nich, jak to Polacy mają w zwyczaju, dzieliło się swoimi doświadczeniami z lat wojny. Często padały takie nazwy jak Auschwitz, Workuta, Monte Cassino, a nazwiska Andersa, Sikorskiego i Maczka były w naszym domu znane równie dobrze jak nazwiska gwiazd filmu, telewizji i sportu w innych domach w mieście. Od dziecka interesowałem się historią, czego efektem stało się hobby polegające na malowaniu starannie wykonanych figurek miniaturowych żołnierzy. Z czasem moje prace zaczęły zdobywać medale na wystawach, a nawet były zakupywane przez muzea. Niestety, największą popularnością cieszyli się żołnierze niemieccy, a choć udawało się czasem nabyć figurki żołnierzy alianckich, nie było wśród nich żadnych polskich. Korespondencja z członkami Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego dostarczyła mi materiału badawczego, mogłem więc wykonywać własne dokładne modele polskich żołnierzy z XX wieku. Moje wysiłki wzbudziły ogromne zainteresowanie i szacunek polskich weteranów w naszej społeczności. Pracując jako bibliotekarz, miałem szczęście natknąć się na rozmaite publikacje rządowe, co pomogło mi rozwijać zamiłowania. Kontakty z weteranami różnych narodowości stawały się coraz bardziej profesjonalne, a oni byli zazwyczaj szczęśliwi, mogąc opowiedzieć o swoich doświadczeniach komuś, kto chce usłyszeć coś więcej niż sensacyjne historyjki wojenne.     Zafascynowany młodzieżową książką, którą przeczytałem w szkole podstawowej, i filmem Najdłuższy dzień, od dziecka byłem wielkim miłośnikiem spadochroniarzy. Z czasem zaczął mnie irytować fakt, że – jeśli nie liczyć książki O jeden most za daleko Corneliusa Ryana – polscy spadochroniarze generała Sosabowskiego prawie nie istnieją w oczach świata. Teraz miałem cel. Sąsiad i weteran spod Arnhem, Michał Lasek, przedstawił mnie Janowi Szygendzie, przewodniczącemu Związku Polskich Spadochroniarzy w Ameryce. Podczas gromadzenia materiałów do artykułu dla bardzo wówczas popularnego magazynu wojskowego „Campaigns” zostałem przedstawiony Andrzejowi Zarembie, którego rodzina była głęboko zakorzeniona w polskiej tradycji wojskowej i który osobiście przyczynił się do utworzenia muzeum generała Sikorskiego w Londynie. Ponieważ artykuł o polskiej brygadzie spadochronowej, który opublikowałem w 1984 roku, spotkał się z dobrym przyjęciem, postanowiłem rozszerzyć go do rozmiarów książki. Kiedy wybierałem się w pierwszą podróż badawczą do Anglii, Jan Szygenda zaopatrzył mnie w listy polecające do przewodniczącego Związku Polskich Spadochroniarzy w Wielkiej Brytanii i osobiście zarekomendował Ryszardowi Dembińskiemu, dyrektorowi Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego, oraz doktorowi Stanisławowi    Sosabowskiemu, synowi generała. Obaj byli bliskimi przyjaciółmi Andrzeja Zaremby, a niebawem stali się również moimi. Tak się szczęśliwie złożyło, że gabinet, który przydzielono mi w archiwum IPMS, dzieliłem z Janem L. Lorysem, przewodniczącym Światowego Związku     Polskich Spadochroniarzy, długoletnim wolontariuszem w instytucie. Sąsiedztwo Jana Lorysa, oficera sztabowego brygady spadochronowej i weterana spod Arnhem, który pracował wówczas nad pierwszą ze swoich dwóch książek o polskich wojskach spadochronowych, oraz własne doświadczenie bibliotekarskie zapewniły mi nieograniczony dostęp do archiwum instytutu.
     Wziąwszy udział w obchodach święta brygady spadochronowej w Londynie oraz w zjeździe dawnych żołnierzy brygady w środkowej Anglii (gdzie wszyscy wydawali się zaprzyjaźnieni z Janem Szygendą), przepłynąłem kanał La Manche, aby odwiedzić pole walki brygady w Holandii. Spotkałem tam mężczyznę w moim wieku, Geerta Maassena. Geert był miejskim archiwistą i wraz z ojcem wydał kilka albumów o zniszczeniu Driel i Oosterbeek podczas wojny. Ojciec Geerta, Gerard, urodził się w Driel, ale wojnę spędził za rzeką, w Oosterbeek. Od dawna zadawał sobie pytanie: „Dlaczego tak mało mówi się o Polakach, którzy walczyli pod Arnhem?”, i nakłonił syna, aby zajął się tym tematem. Kiedy poznałem Geerta, byliśmy potencjalnymi rywalami, bardzo szybko jednak staliśmy się „kolegami po piórze”.
    W następnych latach, podczas moich kolejnych wizyt, te bliskie przyjaźnie zacieśniały się. Ilekroć przekraczałem próg IPMS, witali mnie serdecznie Ryszard Dembiński, Krzysztof Barbarski, Andrzej Suchcic, Wacław Milewski i Stanisław Żurakowski. Jan i Hanka Lorysowie, mimo że spędzaliśmy razem w tym samym gabinecie niezliczone godziny, zawsze zapraszali mnie na obiad. Zanim udałem się na zjazd żołnierzy brygady, gdzie moje kontakty z byłymi spadochroniarzami przerodziły się w przyjaźnie zbyt liczne, aby je tu wymieniać, jechałem pociągiem do Dorset, żeby spędzić dzień ze „Stasinkiem” Sosabowskim.
    Obchody rocznicowe w Holandii zgromadziły tłumy. Gerard Maassen przedstawiał mnie dawnym sąsiadom z Driel, którzy opowiadali o swoich przeżyciach w tamtych wrześniowych dniach, kiedy Polacy spadli z nieba. Jego syn Geert służył mi za tłumacza. Wraz z Robertem Voskuilem i Berrym de Reuss, związanymi z Muzeum Wojsk Powietrznodesantowych w Hartenstein, Geert i ja oglądaliśmy dosłownie każdy metr pola bitwy, po którym stąpali polscy żołnierze. Niebawem poznałem Corę Baltussen, którą bez przesady można nazwać „matką świętą” brygady.
     Pierwszym rezultatem tych lat poszukiwań stała się wydana w Holandii w 1989 roku książka De Polen van Driel. Trzeba było kolejnych czterech długich i frustrujących lat, żeby ukazała się na bardzo konkurencyjnym rynku amerykańskim. Zwykła droga pisarza, wybrukowana odmowami, zakończyła się w momencie, kiedy nowe wydawnictwo Sarpedon opublikowało w 1993 roku Poles Apart: The Polish Airborne at the Battle of Arnhem. Książka nie wywołała większego oddźwięku w prasie i miała niewiele recenzji. Były one jednak bardzo przychylne i zainteresował się nią wydział szkolenia i taktyki Armii Stanów Zjednoczonych. W styczniu 1994 roku pojechałem z cyklem wykładów do Szkoły Piechoty oraz do Baz Operacji Powietrznodesantowych i Specjalnych w Georgii i obu Karolinach. Szczęśliwym zrządzeniem losu moim łącznikiem z Departamentem Obrony podczas tej podróży był major Gerald Kochan, syn weterana brygady spadochronowej.
    Jestem niezmiernie wdzięczny wszystkim wyżej wymienionym, którzy przyczynili się do sukcesu książki, lecz było też wielu innych. Moi przyjaciele, Mike Leonard i James McGovern, spędzili niezliczone godziny na lekturze rękopisu i udzielili mi bezcennych wskazówek. Marie Kathryn Erickson, mimo surowego podejścia do wymogów gramatyki, zawsze potrafiła sprawić, że z niecierpliwością czekałem na nasze spotkania. Przez wiele lat cieszyłem się przyjaźnią Gerarda M. Devlina, byłego spadochroniarza i weterana wojny koreańskiej i wietnamskiej, uznawanego za „dziekana” wszystkich amerykańskich autorów piszących o wojskach powietrznodesantowych. Ten prawdziwy przyjaciel Polski i narodu polskiego nieustannie podnosił mnie na duchu, kiedy opadałem z sił lub kiedy zadanie wydawało mi się niewykonalne. Jestem dumny, że mogę nazywać tego sympatycznego i wielkiego zarazem człowieka swoim przyjacielem.
    Jedną z najsilniejszych motywacji do napisania tej książki był dla mnie fakt, że jestem Polakiem. Zdawałem sobie oczywiście sprawę, iż w Polsce Ludowej wielu tematów nie wolno poruszać. Czułem, że mam swój udział w dokumentowaniu przeżyć moich przodków; nie chciałem, aby ich doświadczenia stały się „pustymi stronicami” historii. Odkąd Polska odzyskała niepodległość, historia odżyła – o czym świadczą liczne publikacje, które widziałem. Cieszę się, że dziesięciolecia ucisku nie zdławiły polskiego ducha, i mam nadzieję, iż mój skromny trud zostanie zauważony.
   Zawsze było moim marzeniem, aby ta opowieść o generale Sosabowskim i jego brygadzie ukazała się po polsku. To marzenie właśnie się spełniło, co zawdzięczam w dużej mierze Mateuszowi Mrozowi, wnukowi Adolfa Mroza, oficera brygady i weterana spod Arnhem. To dzięki jego energii i entuzjazmowi książką zainteresowała się polska firma wydawnicza. Na zawsze pozostanę jego dłużnikiem.

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    George F. Cholewczynski

  • Tytuł oryginału: 

    Poles Apart. The Polish Airborne at the Battle of Arnhem

  • Liczba stron: 

    350

  • Wymiary: 

    110x175

  • Oprawa: 

    Miękka

  • ISBN: 

    978-83-60532-28-7

  • Tłumacz: 

    Maciej Antosiewicz

  • Rok wydania: 

    2013

Polecamy