KOD: 978-83-7229-305-3
Autor: Magdalena Makarowska
Koszt wysyłki od: 5.90 PLN
Wydawca: Feeria

Fragment książki Jedz pysznie razem z dzieckiem

   W dzisiejszych domach często brak wspólnego przygotowywania posiłków, wspólnego zasiadania do obiadu przy rodzinnym stole, ciasta pieczonego przez mamę raz w tygodniu. Wszechobecne są za to kupne słodycze. Karmimy nimi dzieci codziennie, uważając, że kanapka ze słodkiej bułki z czekoladowym kremem świetnie nadaje się na „dobry początek dnia". Chipsy to przekąska, bez której dzieci nie mogą się obejść, kolorowe soczki z kartoników stają się podstawowym napojem w diecie malucha, a wyprawa do McDonal-da - upragnioną nagrodą za dobre sprawowanie.
   Dzieci spędzają większość czasu po szkole przy komputerze lub przed telewizorem. Mają wirtualnych przyjaciół i uprawiają wirtualne sporty, a nawyki te często wpędzają je w nadwagę, ta z kolei w depresję i wtedy czekoladowe ciastko zdaje się najlepszym przyjacielem.    Co więcej, niektórzy rodzice są całkowicie nieświadomi tego, że źle żywią swoje dzieci. Odwiedziła mnie kiedyś mama, samotnie wychowująca 8-letnią dziewczynkę. Dziecko miało nadwagę około 10 kg, ale żadna z nich nie domyślała się, dlaczego. Z odpowiedzi, której mi udzieliła o stylu jedzenia, wynikało, że na śniadanie są płatki, dziewczynka pije soki i zielone herbaty, zjada zupki, kanapki. Na pierwszy rzut oka niby wszytko w porządku, ale gdy zaczęłam dopytywać o szczegóły, okazało się, że te płatki to czekoladowe lub inne słodkie kulki, niemające nic wspólnego ze zbożami, tylko pełne cukru; te soki to słodzone butelkowane ferbusie, a zielone herbaty to Nestea; natomiast zupki są z proszku lub chińskie.
   Z tygodniowego jadłospisu, który mi podały, wynikało, że dziewczynka wcale nie jada ciepłych dań. Była pora zimowo-jesienna, ale jeśli w ogóle obiad był na ciepło, stanowiły go kupione na wagę pierogi z mięsem. Po miesiącu, od kiedy mama wprowadziła zmiany, dziecko schudło 5 kilogramów, lepiej się czuło i polubiło wszystkie proponowane przeze mnie dania.
    Niektórzy inni rodzice nastawiają się na wychowanie swoich dzieci „bezstresowo" - na zasadzie: jeśli chcesz, to masz, na co tylko przyjdzie ci ochota. Udzielałam kiedyś telefonicznej porady pewnej wykształconej pani, nauczycielce, mamie siedmioletniego chłopca cierpiącego na ogromny problem z zaparciami. Najpierw wypytałam, co syn jada. Okazało się, że jego ulubionymi potrawami są białe makarony, naleśniki, pierogi, pyzy, kluski, białe bułki, płatki czekoladowe na śniadanie, napoje kolorowe (najulubieńsza jest cola) i oczywiście wszelkiego rodzaju ciasteczka i batoniki. Początkowo myślałam, że to żart, bo przy takim jadłospisie każdy miałby kłopoty, ale mama nie wiedziała, gdzie popełnia błąd.
   Zaczęłam wyliczać propozycje, co należałoby zmienić, tak by nie krzywdzić dziecka. Zaproponowałam dodawanie otrąb do płatków lub zup, zamianę białej bułki na grahamkę, rezygnację z czekolady. Gdy jednak usłyszałam, że mama nie może mu zabronić coli, bo „tak ją lubi", i że dziecko nie wypije kompotu zamiast napoju z butelki, zwątpiłam... Cóż, niektórzy kwitują uwagę o konieczności odchudzenia dziecka słowami: „ja mu jeść nie będę zabraniał". Szkoda tylko, że nie zwracają uwagi, co to dziecko je. Sama byłam świadkiem, jak dziecko w oczekiwaniu na rodziców pożywiało się od rana dużą paczka chipsów i butelką coli. Ręce opadają.
    Zdarzają się też rodzice świadomi różnych swoich win i zaniedbań (jest tak mniej więcej w co piątym przypadku). Pewnego razu odwiedziła mnie mama z synem - przychodzi do dziś :) - która na pierwszej wizycie powiedziała: „Proszę pani, zdaję sobie sprawę, że to moja wina. Przegapiłam ważny moment i dziecko uzależniło się od słodyczy. Proszę o pomoc". Musimy mieć świadomość tego, że przynajmniej przez osiemnaście lat żywimy swoje dzieci, ale dopiero od siódmego roku życia są one gotowe na podejmowania własnych decyzji w tej sprawie. Przez pierwszych siedem lat życia dziecka mamy szansę na jego edukację żywieniową!

    Dzieci naśladują rodziców, nie możemy więc wymagać od nich świadomego, zdrowego odżywiania, jeśli sami źle jadamy. Pojawienie się dziecka w rodzinie staje się świetną okazją do dokonania zmian w nawykach żywieniowych.
Nawyki te obejmują nie tylko jadłospis, ale i sposób podawania dań oraz jedzenia posiłku, atmosferę przy stole, rodzinną rozmowę. Kluczem do sukcesu są wspólne jedzenie posiłków, radość z ich przygotowywania i spożywania w miłej, spokojnej atmosferze oraz swoboda eksperymentowania. Pozwalaj dziecku na samodzielność w jedzeniu i... przygotuj się na spory bałagan w kuchni.
    Najważniejszą zasadą jest własnoręczne przygotowywanie posiłków. Nie musimy brać do nich produktów eko, ale czytajmy etykiety i wybierajmy produkty bez sztucznych barwników i konserwantów. Nie wierzmy bezkrytycznie reklamom i napisom „specjalne dla dzieci".
Zamiast lizaka dajmy dziecku w nagrodę suszone owoce - daktyle, morele (koniecznie niesiarkowane!), orzechy, żurawinę. Malutkie dziecko nie wie, co to jest np. czekolada, toteż do momentu gdy nie zyska tej świadomości przez kontakty towarzyskie itp., nie cierpi z powodu jej nieobecności w diecie. Cieszy się deserem z daktyli i kaszy jaglanej, kompotem i innymi domowymi pysznościami.
     Kształtowanie odpowiednich nawyków żywieniowych nie jest trudne, jego podstawą jest jednak dobra organizacja. Zaplanuj menu i zakupy, a bazę potrawy dla dziecka doprawiaj potem i uzupełniaj innymi produktami według własnego gustu jako danie dla pozostałych domowników. Wychowując swoją córkę, nie gotowałam dla niej osobno. Jej potrawę traktowałam jako podstawę posiłku dla wszystkich, uzupełniając go mięsem i np. ostrzejszymi przyprawami.
    Często nie doceniamy naszych pociech, które tak naprawdę chłoną jak gąbka przekazywane im nawyki. Szybko się uczą i podpatrują. Jeśli rodzice czegoś nie jedzą, one też nie chcą. My zawsze jemy w domu ciemne pieczywo, więc gdy przyszedł moment na zaproponowanie dziecku kanapki, zrobiłam ją, rzecz jasna, na chlebie razowym i nie uważam, że to coś szczególnego. Nasza córka je takie pieczywo, bo taki smak poznała i jest dla niej naturalny. Podobnie ze słodyczami czy napojami. Moje dziecko, które ma teraz trzy lata, nie napije się soczku z kartonika, bo zawsze piła wodę (samą lub z miodem i cytryną albo z prawdziwym, domowym sokiem malinowym) czy kompot owocowy. Znam dzieci, które wypijają hektolitry soczków Kubusiów, a ich mamy są szczęśliwe, że dziecko zdrowo się odżywia, tymczasem to nie całkiem prawda.

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    Magdalena Makarowska

  • Liczba stron: 

    355

  • Wymiary: 

    165x205

  • Oprawa: 

    Miękka

  • ISBN: 

    978-83-7229-305-3

  • Rok wydania: 

    2013

Polecamy
Klienci, którzy kupili ten produkt wybrali również...