Tao trzy skarby
Wczytuję dane...
KOD: 978-83-7649-049-6
Autor: Osho
Dostępność: 2 dni
Koszt wysyłki od: 6.90 PLN
Wydawca: Kos

Wprowadzenie do książki

Tao trzy skarby

    Mówię o Mahawirze, bo uznaję to za część mojego obowiązku moje serce nigdy nie idzie z nim w parze. Jest on zbyt matematyczny. Nie jest mistykiem, nie ma żadnej poezji istnienia. Jest wielki, oświecony, ale przypomina bezkresną pustynię, nie ma w nim ani jednej oazy. Ponieważ urodziłem się dżinistą, muszę spłacić pewien dług. Mówię o nim z poczucia obowiązku, ale nie ma w tym mojego serca, mówię jedynie z umysłu. Kiedy mówię o Mahawirze, robię to jako osoba z zewnątrz. Jego nie ma we mnie i mnie nie ma w nim.
   To samo dotyczy Mojżesza i Mahometa. Nie mam ochoty o nich mówić, nie mówiłem o nich. Gdybym nie urodził się dżinistą, nie mówiłbym też o Mahawirze. Moi mahometańscy i żydowscy uczniowie często pytają, dlaczego nie mówię o Mahomecie czy Mojżeszu. Trudno im to wytłumaczyć. Wiele razy, widząc ich miny, postanawiam, że będę mówił, wiele razy patrzę na słowa Mojżesza i Mahometa, i znowu to odkładam. W moim sercu nie ma żadnego oddźwięku. Gdybym o nich mówił, nie byłoby to żywe. Nie odczuwam wobec nich takiego obowiązku jak wobec Mahawiry.
    Wszyscy oni należą do tej samej kategorii, są zbyt wyrachowani, ekstremistyczni, przegapiają przeciwną skrajność. Są pojedynczymi nutami, nie harmoniami, symfoniami. Pojedyncza nuta ma swoje piękno, ascetyczne piękno, ale jest monotonna. Raz na jakiś czas można jej posłuchać, ale jeśli trwa to dłużej, ogarnia cię znudzenie, chciałbyś to zatrzymać. Osobowości Mahawiry, Mojżesza i Mahometa przypominają pojedyncze nuty, są proste, ascetyczne, nawet piękne, raz na jakiś czas. Ale jeśli spotkam Mahawirę, Mojżesza czy Mahometa, złożę im moje uszanowanie i ucieknę.
   Mówię o Krishnie. Krishna jest wielowymiarowy, nadludzki, cudowny, ale bardziej przypomina mit niż prawdziwego człowieka. Jest tak nadzwyczajny, że nie może istnieć. Na tej ziemi nie może być tak nadzwyczajnych ludzi, istnieją tylko jako sny. Mity są jedynie zbiorowymi snami. śni je cała ludzkość... są piękne, ale nie da się w nie wierzyć. Mówię o Krishnie i cieszę się tym, ale cieszę się tym tak, jak można cieszyć się piękną opowieścią. Nie ma w tym zbyt wielkiego znaczenia, ot, kosmiczna plotka.
   Mówię o Jezusie Chrystusie. Czuję do niego wielkie współczucie. Chciałbym z nim cierpieć i choć przez chwilę dźwigać z nim jego krzyż. Jesteśmy jednak obok siebie, nie spotykamy się. Jest on tak smutny, tak obarczony, obarczony niedolą całej ludzkości. Nie potrafi się śmiać. Jeśli będziesz szedł z nim zbyt długo, ciebie także ogarnie smutek, utracisz śmiech. Jezusa otacza posępność. Współczuję mu, ale nie chciałbym być do niego podobny. Mogę iść z nim przez krótką chwilę i dzielić jego brzemię, ale potem rozstaniemy się. Nasze drogi są różne. Jezus jest dobry, ale zbyt dobry, wręcz nieludzko dobry.
  Mówię o Zaratustrze, bardzo rzadko, ale kocham go tak, jak kocha się przyjaciela. Możesz śmiać się razem z nim. Nie jest moralistą, nie jest purytaninem, potrafi cieszyć się życiem i wszystkim, co życie daje. Dobry przyjaciel, mógłbyś być z nim na zawsze, ale to tylko przyjaciel.    Przyjaźń jest dobra, ale nie wystarcza.
    Mówię o Buddzie. Kocham go. Kocham go od wieków, od wielu żywotów. Jest niesamowicie piękny, nadzwyczajnie piękny, wspaniały. Ale nie żyje na ziemi, nie chodzi po ziemi. Unosi się na niebie i nie zostawia żadnych śladów. Nie możesz za nim pójść, nigdy nie wiesz, gdzie przebywa. Przypomina obłok. Czasem go spotkasz, ale jest to przypadkowe. Jest tak doskonały, że nie może zapuścić korzeni w tej ziemi. Należy do jakiegoś wyższego nieba. W tym sensie jest jednostronny. Ziemia i niebo nie spotykają się w nim. Jest niebiański, ale brakuje w nim ziemskiej części. Przypomina płomień, piękny, ale bez oliwy, bez zbiornika, widzisz płomień, który unosi się coraz wyżej, nic go na ziemi nie trzyma. Kocham go, mówię o nim wprost z mego serca, a mimo to zostaje jakiś dystans. W miłości zawsze tak jest, zbliżasz się coraz bardziej, ale nawet w bliskości istnieje pewien dystans. Na tym polega cierpienie wszystkich kochanków.
   O Lao Tzu mówię zupełnie inaczej. Nie jestem z nim spokrewniony, bo nawet do spokrewnienia potrzebny jest dystans. Nie kocham go, bo jak możesz kochać siebie? Kiedy mówię o Lao Tzu, mówię tak, jakbym mówił o samym sobie. Jego i moje istnienie są całkowitą jednością. Gdy mówię o Lao Tzu, przypomina to sytuację, jakbym spoglądał w lustro i widział własną twarz. Kiedy mówię o Lao Tzu, jestem z nim, całkowicie. Nawet słowo „całkowicie” nie jest prawdą, ja jestem nim, a on jest mną. Historycy mają wątpliwości co do jego istnienia. Ja nie wątpię w jego istnienie, bo jak mogę wątpić w swoje istnienie? Gdy ja stałem się możliwy, on stał się dla mnie prawdziwy. Nawet jeśli historia udowodni, że nigdy nie istniał, nie będzie miało to dla mnie znaczenia. Musiał istnieć, ponieważ ja istnieję, ja jestem tego dowodem. W tych dniach, gdy będę mówił o Lao Tzu, nie będę mówił o kimś innym. Będę mówił o sobie, jakby Lao Tzu przemawiał pod innym imieniem, w innym namarupa, w innej inkarnacji.
    Lao Tzu nie przypomina Mahawiry, w ogóle nie jest matematyczny, a mimo to jest bardzo, bardzo logiczny w swoim szaleństwie. Jego logika jest szalona. Kiedy wnikniemy w jego stwierdzenia, poczujesz to, nie jest to tak oczywiste i widoczne. Ma on własną logikę, logikę absurdu, logikę paradoksu, logikę szaleńca. Uderza mocno.
   Logikę Mahawiry może zrozumieć nawet ślepiec. By zrozumieć logikę Lao Tzu, musisz stworzyć oczy. Jest ona bardzo subtelna, nie jest zwyczajną logiką logików. Jest to logika ukrytego życia, bardzo subtelnego życia. Wszystko, co on mówi, na powierzchni jest niedorzecznością, a w głębi tego jest wielka spójność. Trzeba w nią wniknąć, trzeba zmienić swój umysł, by zrozumieć Lao Tzu. Mahawirę możesz zrozumieć bez zmieniania swojego umysłu, taki jaki jesteś, zrozumiesz go. Mahawira jest na tej samej fali. Bez względu na to, ile wcześniej przed tobą dotarł do celu, jest na tej samej drodze, na tej samej ścieżce.
   Kiedy próbujesz zrozumieć Lao Tzu, idzie on zygzakiem. Czasem idzie na wschód, czasem na zachód, gdyż mówi, że wschód jest zachodem, a zachód jest wschodem, istnieją razem, są jednością. Lao Tzu wierzy w jedność przeciwieństw. Takie jest życie, Lao Tzu mówi więc w imieniu życia. Jeśli życie jest absurdalne i on jest absurdalny, jeśli życie ma w sobie absurdalną logikę, Lao Tzu ma taką samą logikę. Lao Tzu po prostu odzwierciedla życie. Niczego do niego nie dodaje, niczego z niego nie wyrzuca. Akceptuje je takim, jakie jest.
łatwo jest dostrzec duchowość Buddy, bardzo łatwo, niemożliwe jest przegapienie jej, tak niezwykły jest Budda. Trudno jednak dostrzec duchowość Lao Tzu. Jest on tak zwyczajny, zupełnie jak ty. Musisz wzrosnąć w zrozumieniu. Gdy przejdzie obok ciebie Budda, natychmiast rozpoznasz, że minął cię ktoś ponadprzeciętny. Otacza go urok nieprzeciętności. Trudno jest go przegapić, jest to prawie niemożliwe. Ale Lao Tzu... może być twoim sąsiadem. Mogłeś go przegapić, ponieważ jest tak zwyczajny, jest tak niezwyczajnie zwyczajny. Na tym polega tego piękno.
   Stanie się niezwykłym jest proste, potrzeba jedynie wysiłku, doskonalenia, kultywowania. Jest to głęboką wewnętrzną dyscypliną. Możesz stać się bardzo wyrafinowany, kimś całkowicie nie z tej ziemi. Bycie zwyczajnym naprawdę jest najbardziej niezwykłe. żaden wysiłek nie pomoże. Potrzebny jest brak wysiłku. Nie pomoże żadna praktyka, żadne metody, żadne środki, jedynie zrozumienie. Nawet medytacja nie będzie pomocna. W staniu się Buddą, medytacja pomoże. W staniu się Lao Tzu, nawet medytacja nie pomoże, jedynie zrozumienie.    Tylko zrozumienie życia takiego, jakim jest, i przeżywanie go z odwagą, nieuciekanie od niego, nieukrywanie się przed nim, śmiałe stawanie w jego obliczu, czymkolwiek jest, dobrym czy złym, boskim czy złym, niebem czy piekłem.
    Bardzo trudno jest być Lao Tzu albo go rozpoznać. W istocie rzeczy, jeśli rozpoznasz Lao Tzu, sam już jesteś Lao Tzu. Aby rozpoznać Buddę, nie musisz być Buddą, ale by rozpoznać Lao Tzu, musisz nim być, inaczej jest to niemożliwe.

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    Osho

  • Tytuł oryginału: 

    Tao - the Three Treasures, vol. 1, By Osho

  • Liczba stron: 

    264

  • Wymiary: 

    145x205

  • Oprawa: 

    Twarda

  • ISBN: 

    978-83-7649-049-6

  • Tłumacz: 

    Katarzyna Jamrozik

  • Rok wydania: 

    2011

Polecamy
Klienci, którzy kupili ten produkt wybrali również...