Hipokrates Przed Sądem
Wczytuję dane...
KOD: 978-83-7758-477-4
Autor: Helena Kowalik
Koszt wysyłki od: 6.90 PLN
Wydawca: Muza

Wprowadzenie do książki

Hipokrates przed sądem

Od Autorki

   Przysięgali jak niegdyś uczniowie mistrza Hipokratesa, że będą sumiennie służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu, przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek. Pacjent jednak zmarł. Teraz d, którzy im zawierzyli, siedzą obok prokuratora, a oni w ławie oskarżonych. Sąd zdecyduje, czy są winni. Jeśli tak, to w jakim stopniu.
    Procesy sądowe lekarzy są traumatycznym przeżyciem dla obu stron. Ci w białych fartuchach przywykli, że stojąc nad chorym mają nad nim władzę, są wyrocznią; bywa, że bliscy pacjenta w błaganiach o ratunek traktują ich jak cudotwórców. Gdy jednak dzieje się źle, rozpacz, ból i gniew rodziny wymazuje tamte uczucia. Przesłaniają wszystko, czasem nawet racjonalne myślenie.
    Lekarz w ławie oskarżonych, choć nie ma na sobie ochronnego kitla, również u obserwatorów procesu wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony tradycyjny respekt (każdy z nas jest potencjalnym chorym, który w razie czego będzie szukał pomocy doktora) z drugiej strony złość, że ów demiurg, dawca zdrowia zawiódł. Jak mógł tak postąpić!? Nie ma uczuć letnich, gdy chodzi o życie.
   Coraz więcej procesów lekarzy toczy się zarówno w sądach powszechnych, jak i w korporacyjnych. Dochodzenie do prawdy jest trudne. Biegli, od których wiele zależy, się nie spieszą, ich oceny rzadko wypadają jednoznacznie. Rzetelny sędzia trzymając w ręku kodeks kamy nie może zapomnieć o przysiędze Hipokratesa. Musi znaleźć odpowiedź, czy lekarz zrobił wszystko, co było w jego mocy.
    Zatem, ile osobistej winy lekarza - bo niedouczony, niestaranny, albo uzależniający leczenie od łapówki? Ile skrępowania przepisami? Złej organizacji pracy, która sprawiła, że w tej konkretnej sytuacji, gdy przyjmował w ciągu jednego dyżuru 60. pacjenta, czegoś zaniedbał, albo zrzucił odpowiedzialność za chorego na innego lekarza?
   A ile żalu, nieszczęścia rodziny, która straciła kogoś bliskiego?
   Katalog przewinień jest obszerny, odpowiada się za nie karnie, cywilnie (zadośćuczynienia sięgają dziś milionów złotych), wreszcie etycznie przed sądem lekarskim. Ale Temida ma wagę z dwiema szalami - na jednej kładzie winę oskarżonego, na drugiej jego dramat.
   Z ławy dla publiczności na sali sądowej śledziłam odtwarzane historie konfliktu pacjent-lekarz. Nie ja orzekałam o winie, mogłam więc słuchać i... współczuć zarówno oskarżycielom prywatnym, jak i oskarżonym. To nie była typowa procesowa sytuacja. Zazwyczaj podczas rozprawy empatia publiczności zdecydowanie kieruje się w stronę ofiary. Oskarżony w najlepszym razie może wzbudzić litość albo zrozumienie motywu jego postępowania.
   Lekarz nigdy nie szkodzi pacjentowi umyślnie. (Jeśliby zdarzył się taki przypadek, należałoby go zakwalifikować w kategoriach patologii osobowościowej). Dlatego już sama sytuacja, która doprowadziła go na ławę oskarżonych jest dla niego szczególnym udręczeniem. Zazwyczaj odpowiada z wolnej stopy i między kolejnymi rozprawami wraca do pacjentów. Całkowicie od niego zależnych, słowem lub wzrokiem błagających o pomoc. Nie może im powiedzieć: jestem psychicznie skopany, udręczony, żałuję, że wybrałem ten zawód, dajcie mi święty spokój. On pełni służbę.
   A na sali sądowej? Tak, tam mógłby powiedzieć o swych bezsennych nocach, poczuciu krzywdy, z powodu postawienia go pod publicznym pręgierzem, bo przecież nie chciał źle. I przeprosić, że nie tylko nie pomógł, ale wręcz zaszkodził.    Czasem z nieodwracalnym skutkiem. Byłam sprawozdawcą na kilkudziesięciu takich procesach i nie zdarzyło mi się być świadkiem pokajania oskarżonego.
   Dlaczego tak trudno przyznać się do winy, nawet szczegółowo udowodnionej? Oto pytanie, na które czytelnik znajdzie książce Hipokrates przed sądem odpowiedź. Będzie to surowe, prokuratorskie oskarżenie ucznia Hipokratesa. Poparte drastycznymi przykładami tragedii ostatecznych, gdy na oczach lekarza człowiek umiera. Ale nie ostateczny wniosek z reporterskich penetracji.
   Książka Hipokrates przed sądem składa się z dwóch części. Są reportaże z procesów sądowych, gdzie lekarze zamiast nazwisk mają tylko inicjały. I jest też rewers doświadczeń w posłudze chorym - wyznania* koryfeuszy medycyny o postawionych przez nich diagnozach na tyle ryzykownych, że albo trafiały w dziesiątkę, albo byty jak kulą w płot. Ich autorzy (w środowisku służby zdrowia same znane nazwiska) opowiadają o tych „przypadkach” udowadniając, że zawód lekarza jest obarczony podwyższonym ryzykiem. Wystarczy chwila nieuwagi, czasem drobny błąd i z Olimpu spada się, jeśli nie do aresztanckiej celi, to przynajmniej do kartoteki skazanych. Ale też jest to zawód dla ludzi z poczuciem społecznej misji - wielu wybitnych lekarzy uratowanie ciężko chorego przeżywa tak mocno, że nawet po latach na prośbę reportera są w stanie odtworzyć przebieg walki o życie. Pamiętają pierwszą wizytę pacjenta, swoje rozterki przy stawianiu diagnozy, zaordynowane leki, chwile wyczekiwania na pierwszy, ledwo dostrzegalny symptom powrotu chorego do zdrowia. Wszystko, poza... nazwiskiem pacjenta. Bo dla prawdziwego lekarza dane personalne chorego to sprawa drugorzędna. Liczy się cierpienie człowieka, nad którym trzeba się pochylić.
I o tym też jest w książce Hipokrates przed sądem.

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    Helena Kowalik

  • Liczba stron: 

    384

  • Wymiary: 

    165x240

  • Oprawa: 

    Miękka

  • ISBN: 

    978-83-7758-477-4

  • Rok wydania: 

    2013

Polecamy