Wczytuję dane...
KOD: 978-83-89632-63-0
Autor: Jim Marrs
Koszt wysyłki od: 7.90 PLN
Wydawca: Jeden Świat

Tajna historia łącząca Komisję Trójstronną, wolnomularstwo i piramidy egipskie

Fragment książki Oni rządzą światem

OSTRZEŻENIE

   Jeżeli jesteś w pełni zadowolony ze swego poglądu na ludzkość, religię, historię i świat - nie czytaj dalej książki Oni rządzą światem.
   Jeżeli rzeczywiście wierzysz, że ludzkość osiągnęła już wyżyny swoich możliwości poznawczych i duchowych, a środki masowej komunikacji pozostające we władaniu koncernów medialnych informują cię o wszystkim wystarczająco dobrze - przerwij lekturę już teraz.
Jeżeli jednak jesteś jednym z milionów tych, którzy, oglądając codzienne wiadomości, drapią się w głowę i pytają: „O co tu naprawdę chodzi?" albo zastanawiają się, kim jesteśmy, skąd się wzięliśmy i do czego zmierzamy, to , jesteś w domu".
   Książka Oni rządzą światem traktuje o tajnikach rządzenia, skrywanej historii i podziemnej religii; o tajemnicach bogactwa, władzy i dominacji; o sekretach rzadko wspominanych w książkach historycznych i nigdy nie ujawnianych w środkach masowego przekazu. Może niektórym zburzyć spokój i wywołać uczucie niepewności. Jednak nikt nigdy nie zdobył wiedzy, studiując materiały, które jedynie potwierdzają jego własne, ugruntowane poglądy.
   Zajmiemy się w niej zagadnieniami, które -jak wielu nas przekonuje -stanowią tylko margines wiedzy. Jakże często jednak te marginalne sprawy stają się przyczyną poważnych kłopotów. Starsi czytelnicy zapewne pamiętają, że w latach trzydziestych ubiegłego wieku w Europie pewien denerwujący, choć z pozoru niepoważny niemiecki radykał zdobył władzę. Potem był niewielki konflikt w mało znanym miejscu na drugim końcu świata, zwanym Wietnamem. Niektórzy może pamiętają też o włamaniu do siedziby Partii Demokratycznej w 1972 roku, które początkowo nie wzbudziło szczególnego zainteresowania.
   Czy tajne stowarzyszenia rzeczywiście istnieją? Czy naprawdę istnieje tajny rząd? Czy mamy do czynienia z ogólnoświatową zmową przeciwko wolności i demokracji, czy też są to tylko nierozumne rojenia wyznawców spiskowej teorii dziejów?
   Odpowiedź na te pytania zależy w decydującej mierze od tego, od kogo jej oczekujemy. Poza tym zbyt wielu ludzi piszących o spiskach - z punktu widzenia obserwatorów i uczestników - ma na uwadze własne cele. Czas więc nabrać dystansu i przyjrzeć się naszemu światu i jego historii z szerszej perspektywy.
   Z nastaniem nowego wieku amerykańska opinia publiczna zaczyna lepiej uświadamiać sobie istnienie nie tak znów tajnej tajemnicy: fakt, że przez połowę roku ludzie pracują dla rządu. Rokrocznie niemal sześć pierwszych miesięcy poświęcają na zarabianie pieniędzy, które pochłaniają podatki, zanim pracownik w ogóle je zobaczy. Przechwytywanie tych niewidzialnych pieniędzy sprawiło, że z biegiem lat większość obywateli przestała zdawać sobie sprawę, jak wielkie obciążenia podatkowe naprawdę ponosi, nawet pomijając opodatkowanie codziennej sprzedaży towarów, podatki stanowe, miejskie i inne, ściągane z nas otwarcie. W porównaniu z tym zwykły brytyjski podatek od herbaty, który miał przyczynić się do wybuchu rewolucji amerykańskiej, jest niczym.
   Mimo zapewnień o dobrym stanie gospodarki, upowszechnianych przez media i polityków na podstawie tendencyjnych statystyk, badania opinii publicznej wykazują, że społeczeństwo ma coraz większe wątpliwości co do kierunku, w jakim zmierza sytuacja w Stanach Zjednoczonych.
   Może właśnie dlatego wielu myślących ludzi zaczyna uważniej przyglądać się zagadnieniu konspiracji i tajnym ugrupowaniom, które na tym gruncie powstają. W internecie pełno jest stron i czatów, w których spisek jest tematem wiodącym. Publikuje się coraz więcej książek i periodyków poświęconych konspiracji, poczynając od tajemnic krzyżowców, a kończąc na morderstwie prezydenta Kennedy'ego.
   Jednak mimo rozległości Sieci przeciętny Amerykanin jest rozpaczliwie źle poinformowany. Nie znaczy to, że Amerykanie są głupi albo upośledzeni umysłowo. Po prostu nie docierają do nich wszystkie informacje, jakie są dzisiaj dostępne. Wielu myślących, wykształconych ludzi - lekarzy, prawników, informatyków, maklerów giełdowych, księgowych, bankierów, handlowców, naukowców, nauczycieli itd. - nie wie absolutnie nic o różnych sprawach i zachodzących między nimi związkach, które wskazują, kto naprawdę rządzi Stanami Zjednoczonymi.
Najważniejszymi przyczynami tej ignorancji jest brak czasu na dokształcanie się i nasza zależność od medialnych korporacji, które nie dostarczają nam pełnych informacji z uwzględnieniem ich najszerszych implikacji. Jak powiedział kiedyś A. J. Liebing, z wolności prasy korzystają ci, do których należy prasa albo stacje radiowe i telewizyjne.
   Jak więc zorientować się, co jest prawdą, a co nią nie jest? Co jest ważne, a co błahe? Kto naprawdę rządzi? Czy nadal trwają zmowy, które mają wpływ na nas wszystkich? Czy istnieją spiski, które ciągną się przez całą historię ludzkości? Kim są spiskowcy i jakie są ich cele?
   Na te pytania staramy się odpowiedzieć w książce Oni rządzą światem. Ale zanim poszukamy na nie odpowiedzi, trzeba wyjaśnić, co rozumiemy pod pojęciem konspiracji.

CZYM JEST KONSPIRACJA?

   Dla większości Amerykanów, ulegających wpływom mass mediów starających się ich przekonać, że spiski przeciwko dobru publicznemu mogą się zdarzać tylko w republikach bananowych, konspiracja była zawsze pojęciem obcym.
   Ten uproszczony pogląd, upowszechniany przez media dążące do utrwalenia takiej ugrzecznionej opinii o istniejącym stanie rzeczy, nie bierze pod uwagę historii ludzkości i różnych odcieni znaczeniowych słowa „konspiracja".
   Słowo to pochodzi od łacińskiego conspirare, co znaczy dosłownie „oddychać razem, wspólnie, działać albo myśleć zgodnie". W nowszych czasach przybrało ono złowrogi odcień. Większość słowników podaje dzisiaj znaczenie słowa „konspiracja" jako: „1. wspólne planowanie czegoś w tajemnicy, szczególnie w celu popełnienia wrogiego lub nielegalnego aktu, albo 2. tajne planowanie, zmawianie się".     W pierwszym znaczeniu chodzi o coś zdecydowanie złego, w drugim nasilenie zła jest mniejsze. Działanie w tajemnicy towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Istnieją sekrety łączące jednostki i grupy ludzi, a także sekrety obowiązujące zarówno władze kościelne, jak i państwowe. Są tajemnice polityczne, finansowe i handlowe.
   Oczywiście osiągnięte w tajemnicy porozumienie między pracownikami jakiejś instytucji w sprawie kupna szefowi prezentu nie jest porównywalne z zaplanowaniem napadu na bank. Podobnie zatajenie przed konkurentami planu zwiększenia obrotów przez sklepikarza nie jest tym samym, co udział szefów wielkich korporacji w zmowie cenowej.
    Kluczowym kryterium oceny konspiracji jest cel, jaki jej przyświeca. O ile niektóre tajemnice mogą mieć dość niewinny charakter (po co psuć przyjemność z niespodzianki, jaką może być przygotowane w tajemnicy przyjęcie urodzinowe?), to inne, jak ograniczanie środków na leczenie raka czy AIDS albo podżeganie do wojny, uczciwi ludzie z pewnością uznają za podłe. Sekrety, które kosztują życie albo rujnują je, które przeszkadzają ludziom we wspólnym, zgodnym życiu i są narzędziem dominacji albo osiągania niezasłużonych zysków, większość ludzi uzna za godne potępienia. Dlatego każdy, kto umawia się w sprawie utrzymania takich rzeczy w tajemnicy, powinien być bacznie obserwowany przez wszystkich, komu leży na sercu zachowanie wolności indywidualnej.
    Publicysta Stewart Alsop napisał kiedyś, że wiedza to władza, władza zaś jest w państwie najcenniejszym towarem. Dlatego ten, kto zna tajemnice, posiada wiedzę, a więc i władzę. Wielu ludzi odnosi dzisiaj wrażenie, że zaledwie garstka osób i organizacji panuje nad przeważającą częścią globalnej wiedzy. Jest ona zazdrośnie strzeżoną tajemnicą. Zmienia to znane porzekadło: „To, czego nie wiesz, nie może ci zaszkodzić" w jego przeciwieństwo - „To, czego nie wiesz, może ci zaszkodzić"!
    Problem konspiracji jest kluczem do zrozumienia historii. Można ją pojmować tylko na jeden z dwu sposobów: albo jest ona dziełem przypadku, albo spisku.
   W pierwszym przypadku historię uważa się po prostu za ciąg nieprzewidzianych zdarzeń albo aktów woli Boga, których światowi przywódcy nie mogą ani zmienić, ani zapobiec ich zaistnieniu. Jednym ze zwolenników takiego poglądu był doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego prezydenta Cartera, Zbigniew Brzeziński. Brzeziński, dzisiaj członek komitetu wykonawczego tajemniczej Komisji Trójstronnej, powiedział w 1981 roku: „Historia jest w o wiele większym stopniu produktem chaosu niż spisku. [...] Decydentów politycznych coraz częściej przytłacza bieg wydarzeń i napływ informacji".
   Innym zwolennikiem poglądu o sprawczej roli przypadku w historii był dziennikarz i - jak sam się określał - „świecki humanista" George Johnson.
    Pisał on, że pojęcie konspiracji „było lansowane przez prawicowych ekstremistów od początku wieku" i wskazywał, że „ten paranoiczny styl uprawiania polityki w Ameryce nie umarł wraz z senatorem Josephem McCarthym".
    Spiskową wizję dziejów można by ściślej nazwać teorią „przyczyn i skutków". Oczywiście, przypadki się zdarzają. Samoloty, pociągi i samochody ulegają wypadkom. Toną statki. Nie ulega jednak wątpliwości, że wydarzenia historyczne najczęściej planuje człowiek.
W takim razie dlaczego nie słyszeliśmy czegoś więcej o takim tajnym planowaniu?
    Według badaczy konspiracji Jonathana Vankina i Johna Whalena postawę amerykańskiego społeczeństwa kształtuje sterylne, disnejowskie widzenie zarówno wydarzeń historycznych, jak i bieżących. Według nich „disnejowską wersję historii można by równie dobrze nazwać wersją «New York Timesa», wersją dziennika telewizyjnego albo podręcznika szkolnego. Najsilniejszy opór wobec przyjęcia teorii spiskowych stawiają nie ludzie z ulicy, ale dziennikarze, naukowcy i funkcjonariusze państwowi - ludzie, którzy kierują krajową i globalną siecią informacyjną".
    Urodzony w Londynie profesor ekonomii Anthony C. Sutton, który prowadził badania w Hoover Institution Uniwersytetu Stanforda, zgadza się z opinią, że w podręcznikach, publikacjach, środkach masowej informacji i na półkach bibliotecznych dominuje „historia widziana oczyma establishmentu". „W ciągu minionych stu lat - pisał - każda teoria albo świadectwo historyczne, które nie mieściły się w konwencjach przyjętych przez Amerykańskie Towarzystwo Historyczne i najważniejsze fundacje dysponujące środkami na dotacje, były zwalczane i odrzucane. Działo się tak nie w oparciu o jakiekolwiek argumenty, ale w zależności od tego, czy były one możliwe do zaakceptowania przez tzw. wschodni liberalny establishment i stworzoną przez niego szkołę uprawiania historii. Biada autorowi, którego poglądy nie mieszczą się w oficjalnych ramach. Niech się pożegna ze wsparciem fundacji. Nie może też wtedy liczyć na wydawców. Ma słabe albo żadne szanse na znalezienie księgarza chętnego do sprzedaży jego dzieł"

Szczegółowe Informacje

  • Autor: 

    Jim Marrs

  • Tytuł oryginału: 

    Rule by Secrecy: The Hidden History That Connects the Trilateral Commission, the Freemasons, and the Great Pyramids

  • Liczba stron: 

    454

  • Wymiary: 

    145x205

  • Oprawa: 

    Miękka

  • ISBN: 

    978-83-89632-63-0

  • Tłumacz: 

    Eugeniusz Możejko

  • Rok wydania: 

    2011

Polecamy
Klienci, którzy kupili ten produkt wybrali również...